Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MoonCat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MoonCat. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 października 2015

Wiersz o bólu istnienia

chcę
a nie potrafię

chcę
a nie mogę

mogę
a nie chcę

wciąż szukam
sensu
i prawdy

lecz znajduję tylko
rozczarowania
i złudne nadzieje

wiesz 
kiedyś ucieknę daleko stąd
nie zabierając ze sobą nic
ucieknę tam
gdzie czas nie liczy się

i w samotności rozkuwać będę
ogromny mur

aż poczuję wolność

od pragnień
od strachu
od złudzeń

i odnajdę siebie

czwartek, 30 kwietnia 2015

Ewa

  Jedna. Przyglądam się jej, gdy leży na mojej dłoni. Kładę ją powoli na języku, badam jej kształt... Biorę łyk wody. To samo robię z drugą, z trzecią, i z każdą następną. Mają kolor delikatnego różu, jak wata cukrowa, lecz nie smakują jak ona. Może zabiorą mnie tam, gdzie problemy same się rozwiązują. Tam, gdzie nie ma nienawiści. Tam, gdzie w powietrzu unosi się zapach miłości.
  Do szczęścia.

  Otwieram oczy. Słabe światło nocnej lampy rozjaśnia wnętrze niewielkiego pomieszczenia. Pokój ma białe ściany i sufit, jest skąpo umeblowany - znajdują się w nim dwa pojedyncze łóżka, stojak z kroplówką, oraz stolik i dwa krzesła. Na jednym z nich siedzi moja matka.
- Dlaczego? - patrzy na mnie ze łzami w oczach. - Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego chciałaś się... - usta drżą jej od emocji.
  Nie rób mi tego. Nie zadawaj takich pytań. Mam wrażenie, że moja głowa jest niesamowicie ciężka. Miało mnie już nie być, wtedy nie musiałabym wymyślać ani logicznych, ani żadnych kłamstw. Co mam ci powiedzieć? Że miałam już dosyć? Że to wszystko mnie przerosło? Zdrada mojego chłopaka z najlepszą przyjaciółką, coraz gorsze oceny, wasz rozwód, naglące terminy, te ciągłe kłótnie, no i po raz kolejny nie dostałam się do zespołu... Im bardziej się starałam, tym gorzej wychodziło. Czułam się taka opuszczona i niepotrzebna... To chcesz usłyszeć? Że nie jestem wystarczająco dobra, by żyć na tym świecie, albo ten świat nie jest dla mnie odpowiedni? Znów mi powiesz, że niepotrzebnie się przejmuję, że kogo to wszystko obchodzi...
  Postanawiam na razie się nie odzywać. Czuję się zbyt zamroczona.
- Tak bardzo się przestraszyłam, kiedy weszłam do pokoju, a ty... leżałaś... taka blada... jakbyś była nieżywa - łzy spływają powoli po jej policzkach, a twarz wygina się w coś na kształt rozpaczy.
  Dopiero teraz zauważam, że trzyma moją dłoń.
- Ja... Nie chcę, żeby to się powtórzyło. Kocham cię, nie chcę cię stracić...
- Nie wierzę ci - szepczę. Brzmi to dużo chłodniej niż zamierzałam. Ale jestem niemal pewna, że jej uczucie jest chwilowe, zwykle się mną nie przejmuje.
- Och, Ewa... - mama wydaje się być mną rozczarowana. Po raz kolejny. - Może nie okazywałam ci tego tak, jak powinnam, ale nie wiedziałam, że jest z tobą źle. Nie brałam pod uwagę, że posuniesz się tak daleko z powodu... sama nie wiem z jakiego... Kocham cię. Nawet nie wiesz jak się martwiłam. - Mówiąc to przytula mnie. - Nie przysparzaj mi więcej takich problemów. Jeszcze jak sąsiedzi zaczną o tym mówić...
  Ach więc to tak. Wcale nie martwiła się o mnie. Tylko o siebie. O to, co sąsiedzi powiedzą. Że ma córkę, która chciała się zabić. I że pewnie jest wyrodną matką, czy coś w tym stylu.
  To straszne, jak samolubni mogą być ludzie. Moja matka. I ja też. Chcę przecież, by ktoś poświęcił mi swoją uwagę, otoczył miłością...
- Wyślą mnie do wariatkowa? - pytam z posępną miną. Nie chcę się tam znaleźć.
- Nie wiem - ona wydaje się być równie niezadowolona z tej możliwości, jak ja. Ale każda z nas z innego powodu. Każda z nas martwi się tylko o siebie. I nic tego nie zmieni. Ludzie już tacy są...


-----------------------------------------------------------------------------------------------
Dziś króciutko, ale konkretnie. Jak mleko skondensowane xD Mam nadzieję, że się spodobało :)
~ MoonCat

sobota, 19 lipca 2014

*Wyobraź sobie, proszę, jakiś sensowny i/lub kreatywny tytuł posta*

  Cześć! Nie wiem co mnie natchnęło do napisania opowiadania w takim stylu... Jest nieco bardziej hm... psychologiczne? Chyba można je tak nazwać. Pewnie znalazło się tu parę błędów, bo najpierw pisałam w czasie teraźniejszym, ale wydało mi się to zbyt skomplikowane. Mam nadzieję, że nikogo tym nie zanudzę (jak na mój gust nie jestem zbyt dobra w zabijaniu postaci i te ubogie opisy ;_; , więc z góry przepraszam xd). Zakończenie też miało być nieco inne, ale wyszło takie jak jest i postanowiłam go już nie zmieniać.
  Trzymajcie się! Miłego czytania ;3
  ~ MoonCat

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

  Słońce zbliża się ku linii horyzontu, kolejny letni dzień już za parę godzin przemieni się w gwieździstą noc. Na przystanek autobusowy wtoczył się powoli czarny, sportowy samochód. Zatrzymał się tuż przed niewysoką, lecz zgrabną blondynką. Przednia szyba zostaje opuszczona, a z wnętrza pojazdu wydobywa się głęboki męski głos:
  - Może podwieźć?
  Kobieta uniosła nieznacznie lewą brew i przygryzła dolną wargę, jakby rozważenie tej propozycji wymagało niezwykle głębokich przemyśleń. Rzuciła ukradkowe spojrzenie w stronę, z której parę minut temu powinien był przyjechać autobus, wzruszyła ramionami i zrobiła krok w stronę ferrari. Blondynka otwarła drzwi i zajęła miejsce pasażera. Samochód wypełniał zapach słodkiej wanilii - co można było wyczytać z dyndającej przy lusterku zawieszki - oraz tytoniu.
  - Jack - przedstawił się ciemnowłosy mężczyzna. Twarz przysłaniały mu okulary przeciwsłoneczne, chociaż słońce już prawie zaszło.
  Samochód ruszył z piskiem opon.
  - Chloe - kobieta uważnie przygląda się nieznajomemu. Jej uwagę przykuły kolczyki: w prawym uchu i brwi. Kilkudniowy zarost dodawał mu męskości, ale trudniej przez to ocenić wiek Jack'a.
  - Więc dokąd cię zabrać, Chloe?
  - Będziesz przejeżdżać przez Geoffreytown?
  - Mieszkasz tam? - jego twarz wykrzywiła się nieznacznie. - To niezła dziura... - dodał, ale gdy po dłuższej chwili Chloe w dalszym ciągu nie odpowiadała, postanowił zmienić temat. - Eem... Skąd wracasz? Pracujesz gdzieś tutaj?
  - Tak. Choć w zasadzie to nie. Nie mam stałego miejsca pracy - kąciki jej ust uniosły się lekko w górę.
  - Więc? Jesteś... prostytutką? - W jego głosie zabrzmiała nuta nadziei. Patrzy pytająco na pasażerkę, jednocześnie przyglądając się jej ubiorowi. To całkiem prawdopodobne, że zarabia bez niego.
  - Może patrz gdzie jedziesz... - napomniała blondynka nawet nie spoglądając w stronę kierowcy, gdy auto za bardzo zbliżyło się do ostrego zakrętu. Jack zaklął pod nosem i do oporu nacisnął hamulec. - Nie - Chloe rozwiała niestosowne przypuszczenia. - Nie jestem prostytutką. Zabijam. To mniej hańbiące zajęcie.
  Jack zaśmiał się cicho. - Niezły żart.
  - Wiesz... też jesteś na mojej liście. - kobieta uśmiechnęła się, wypowiadając te słowa, a właściciel ferrari wciąż nie mógł oderwać od niej wzroku.
  Kilka kilometrów przejechali w milczeniu. Później Jack poruszał trochę bezpieczniejsze tematy, jak na przykład hobby, rodzina i inne bzdety, które średnio go interesowały. Gdy jednak zrobiło się ciemniej ponownie wszedł na ścieżkę, którą wcześniej sobie obrał.
  - Lubisz się zabawić? Znam świetny klub, tu, niedaleko. Mógłbym cię tam zabrać... wypilibyśmy kilka drinków...
  Blondynka przyglądała się pędzącemu za oknem światu. 
  - Przecież prowadzisz.
  - Kto powiedział, że później też bym prowadził? Wiesz... moglibyśmy tańczyć do rana i trochę lepiej się poznać...
  Jack dotknął delikatnie jej kolana.
  - Masz pozdrowienia od Sophie - powiedziała, wyciągając dłoń w stronę kierownicy. Mężczyzna oderwał wzrok od drogi, spoglądając na Chloe z uniesionymi wysoko w górę brwiami. Skąd znała jego byłą? Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale nie zdążył wydobyć z nich żadnych słów oprócz krzyku przerażenia. Za sprawą tajemniczej pasażerki auto gwałtownie zmieniło kierunek jazdy. Pędziło teraz wprost do lasu rosnącego wzdłuż drogi, taranując pomniejsze krzewy i drzewka. Samochód podskakiwał na nierównym podłożu.
  - Co ty wyprawiasz?! - krzyknął Jack, gdy udało mu się opanować przerażenie. Próbował sięgnąć hamulca ręcznego, ale ręka blondynki jest szybsza niż jego. Pojazd zatrzymał się. - Zwariowałaś?!
  - Wykonuję moją pracę - jej usta znów się wygięły, wyglądała jakby była zupełnie spokojna, jakby to co przed chwilą zrobiła było rutyną, jej codziennością.
  Dopiero teraz Jack zorientował się co tak naprawdę się dzieje. To co na początku brał za oryginalne poczucie humoru okazało się przerażającą prawdą. 'Boże, to nie może się dziać', pomyślał. Gdy jednak zobaczył jak z torebki Chloe wyłania się pistolet, rzucił się do ucieczki.
  Ale na ucieczkę okazało się za późno. Zanim drzwi się odblokowały lufa broni zdawała się już czule dotykać jego głowy. Mężczyzna wstrzymał oddech.
  - Serce za serce - usta blondynki były teraz całkiem blisko jego ucha, więc bardzo wyraźnie usłyszał przyprawiający o dreszcze szept. Były to ostatnie słowa, które usłyszał.

  Uwaga! - Ostrzegał głos w nowym płaskim telewizorze. - Policja robi co może w sprawie tajemniczego mordercy. Na razie nie znamy motywów, którymi się kieruje, poza tym, że ofiarą padają kierowcy i samotnie spacerujące młode osoby, zwykle mężczyźni. Prosimy zachować ostrożność.
  - Och, coraz więcej psychopatów chodzi po tym świecie... - szczupły rudzielec postawił na stole dwie filiżanki z kawą. - Słodzisz? Przyniosę cukier.
  Gdy mężczyzna zniknął za drzwiami, jego los został przesądzony. W jednej z filiżanek wylądowało parę kropel przezroczystego płynu.
  - Już jestem. - Rudy uśmiechał się zupełnie jakby za coś przepraszał.
  Wydawał się być całkiem miły. Jeszcze nikt, kto znajdował się na liście Chloe, nie był wobec niej tak troskliwy. Ciekawe, czym sobie zasłużył na taki koniec?
  Mężczyzna zajął miejsce na krześle i zanurzył usta w gorącym napoju.
  - Coś się stało? - zapytał, widząc wyraz twarzy kobiety. Wyglądała na załamaną.
  - Wybacz - szepnęła.
  Filiżanka dźwięcznie upadła na podłogę, a kawa, która się wylała stworzyła wokół niej małe jeziorko śmierci.

niedziela, 6 października 2013

Instynkt cz.1

~~ Sara ~~

  Krok za krokiem w bezkresną przestrzeń. Każdy kolejny dzień sprawia, że nadzieja mnie opuszcza.
  Umieram.
  A może nie?

  Znowu pada. Stoję na przystanku i czekam na ostatni autobus. Czekam na Niego. Tak dawno się nie widzieliśmy... Tylko On mnie wspiera. Tylko On o TYM wie. I tylko On mnie rozumie. To On co wieczór rozpala we mnie mały płomyk nadziei. "Będzie dobrze. Nauczysz się TO kontrolować..." "Śpij dobrze. Pamiętaj, że cię kocham."
  Krople deszczu muskają moją twarz, porządkując moje myśli swoim obcym chłodem. Zimno przenika przeze mnie, czuję jak dotyka mojego serca. Nie. To nie może się teraz zacząć. Zapach deszczu staje się bardziej intensywny. Nie! Nie chcę doświadczać tego kolejny raz. Nie teraz... Trzęsę się. Serce przyśpieszyło swoje tempo. Zaczynam panikować. Za chwilę instynkt weźmie górę nad rozumem. Za chwilę nie będę już sobą...
  "Biegnij"
  Nie...
  "Jesteś wolna... Biegnij!"
  Czuję silny skurcz.
  - Aa! Nie! Ja... - moje słowa tracą nagle cały swój sens. Ostatnim widokiem, zanim zamknęłam oczy jest nadjeżdżający autobus. Moje ubrania zsuwają się ze mnie. Ale teraz mnie to nie obchodzi. Teraz chcę tylko pobiec przed siebie, zniknąć gdzieś pomiędzy drzewami i śpiewać smutne pieśni do tego pięknego, świecącego delikatnym światłem księżyca, wyglądającego zza chmur.


~~ Jakub ~~

   Czyżby nie przyszła? Rozglądam się. Na przystanku nie ma żywej duszy. Przygryzam wargę. Zrezygnowany sięgam do kieszeni po telefon. Nagle moją uwagę przykuwają błyszczące w ciemności oczy. Jej piękne, zielone oczy.
  - Cześć - uśmiecham się. - Poznajesz mnie?
  W odpowiedzi słyszę ciche warknięcie.
  - To ja - wyciągam dłoń w jej stronę - nie bój się.
  Wilczyca nie spuszcza ze mnie wzroku. Nie ruszam się. Czekam na jej ruch. Nie mogę jej spłoszyć. Co biedna zrobi, kiedy przemieni się z powrotem w dziewczynę w jakimś obcym miejscu? I co ja powiem jej rodzicom?
  Sara zaczęła się trząść. Jej szare futro lekko się najeża, a oczy zmieniają się w cienkie szparki. Podchodzę bliżej. Podnoszę z ziemi jej ubrania i czekam, aż transformacja dobiegnie końca. Sara ciągle się trzęsąc wbiła palce w miękką od deszczu ziemię.
  - Wszystko ok? - pytam jednocześnie okrywając ją płaszczem. Klękam obok niej. Dziewczyna spogląda mi prosto w oczy.
  - Mhm - rzuciła mi się na szyję. - Ale... nie chcę tego więcej przechodzić...
  - Chodźmy do domu. - szepczę tylko i całuję ją w czoło.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
(Inspiracja: "Drżenie", "Niepokój" i "Ukojenie" - Maggie Stiefvater)

Mogłam się bardziej rozpisać... ale nie potrafię XD Chciałam wypróbować narrację pierwszoosobową i w czasie teraźniejszym. Może pomysł z wilkołakami jest trochę oklepany, ale mam nadzieję, że się to komuś spodoba. :)