Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lusia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lusia. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 października 2015

Trud, miłość, pasja

Przechodziłam drogą, kiedy mały chłopczyk zaczepił mnie i zadał pytanie:
- Co masz w tym futerale na plecach?
- Skrzypce- odpowiedziałam z lekką nutą radości. Uśmiechałam się i poszłam dalej, ponieważ spieszyłam się na zajęcia do szkoły.
Mijałam po drodze ludzi spacerujących wolnym krokiem, patrzałam na matki, które pośpieszały swoje pociechy, chłopaka z psem również minęłam. Zawsze mijałam go o tej samej porze w tym samym miejscu.
W końcu dotarłam pod budynek szkoły muzycznej. Przywitałam się z Panem Rewem, zamieniliśmy parę słów. Następnie zabrałam klucz z sali, gdzie miałam mieć lekcje. Pani profesor jeszcze nie było. Miałam chwilę by poćwiczyć. Wyjęłam z futerału skrzypce i zaczęłam grać. Nie wychodziło mi to za dobrze a egzaminy zbliżały się wielkimi krokami. Próbowałam ciągle od nowa, powoli i do przodu. Jednak nic nie dawało skutków. Nagle do sali wparowała profesor Bery. Bez zastanowienia zaczęła tłumaczyć jak i co trzeba poprawić. Kazała mi grać. Powoli zaczęłam machać ręką wprawiając smyczek w ruch, jednak długo to nie potrwało. Pani Bery od razu krzykała :
- Co to ma być!? Ty chyba kpisz sobie ze mnie?
- Nie Pani profesor.-Odpowiedziałam grzecznym, łagodnym tonem.
- Na strunie G proszę by palec drugi i trzeci były obok siebie, tam są półtony. A i jeszcze nie mówiąc o intonacji, natychmiast to popraw- Powiedziała i usiadła przed pianinem.
Zaczęłam od nowa grać, tym razem Pani profesor podgrywała mi na pianinie w celu wyeliminowania nieczystości. Minęło 30 minut miałam dość. Lecz pani Bery ciągle kazała ćwiczyć i ćwiczyć. Nie miałam siły trzymać smyczka. Czułam jak zmęczenie obezwładnia mój umysł oraz ciało. Przestałam myśleć o tym co robię.... Ale Pani Bery zaczęła znów krzyczeć, miałam ochotę się popłakać. Czułam się beznadziejnie, nie wiedziałam jak zmotywować swój mózg do pracy. Zaczęłam znów po raz kolejny od nowa, tym razem pomyślałam o średniowieczu, wyobraziłam sobie tamte czasy, kiedy powstał ten utwór.
-Brawo,chociaż na koniec pokazałaś, że jeśli chcesz potrafisz- Rzekła poważnie nauczycielka.
-Jednak nie myśl sobie, że grasz znakomicie. Dużo Ci brakuje dziecko- dopowiedziała Bery.
Zaczęłam pakować skrzypce do futerału, smyczek oraz nuty. Wyszłam z sali. Nie wiedziałam dlaczego jestem taka smutna, przecież na koniec zagrałam dobrze. Wiedziałam jednak, że to dopiero początek pracy.

Wróciłam do domu odłożyłam skrzypce na swoje miejsce. Poszłam do kuchni by zjeść obiad. Potem znów zaczęłam się uczyć do liceum. Przerwałam jednak kiedy do drzwi zadzwonił dzwonek.
W drzwiach stał Emanuel, uśmiechną się i zapytał czy nie potrzebuje pomocy z instrumentu. Ucieszyłam się widząc go, zaprosiłam do środka. Wyjęłam  skrzypce i zaczęliśmy ćwiczyć.

Następnego dnia...

Jak codziennie rano zjadłam śniadanie w pośpiechu, wypiłam szklankę mleka. Spakowałam skrzypce do futerału oraz nuty, zabrałam plecak z książkami. Codzienny bieg na autobus odniósł sukces, bowiem zdarzyłam na niego a przy okazji poćwiczyłam bieganie. w autobusie przeczytałam fragment książki Bolesława Prusa "Lalka" Dość ciężka lektura sprawiła mi wiele bólu, wolałam czytać lżejsze książki, które nie koniecznie opowiadały o miłości i chytrości. Zanim się zorientowałam że przeczytałam tylko 10 kartek musiałam wysiadać z autobusu, udałam się w kierunku szkoły. Wyjęłam z kieszeni telefon by sprawdzić godzinę oraz plan lekcji, gdzie i z kim mam zajęcia. Przy okazji spotkałam moją przyjaciółkę Aurelię, Zapytałam o lekcje: "Czy było zadanie?" oraz "Myślisz, że odda nam eseje z piątkowego seminarium?" Aurelia pokręciła przecząco głową z smutną miną na twarzy po czym rzekła:
-A ty znowu zaczynasz temat szkoły, codziennie rano zawsze jest to samo, weź wyluzuj trochę, co za dużo to niezdrowo, a w przypadku szkoły to już w ogóle.
-Ale nie rozumiem dlaczego niby jest to złe?- odpowiedziałam z nutką aprobaty.
W tle rozległ się dźwięk dzwonka na lekcje. Udałam się więc na lekcje, usiadłam jak zawsze w drugiej ławce. Wyciągałam z plecaka książki oraz zeszyty i zaczęłam szukać piórnika. Kiedy w końcu znalazłam go przysiadł się do mnie mój przyjaciel-Brian. Widząc jego niewyspany wzrok zapytałam, czemu znów nie spał w nocy. On przewrócił jedynie oczami i powiedział że uczył się całą noc do egzaminów, które są za tydzień.  Uśmiechałam się jedynie z myślą: "Dlaczego nie pouczysz się w weekend?" Jednak nie miałam odwagi mu tego powiedzieć, zajęłam się więc lekcją.
Tym razem na matematyce mieliśmy wyrażenia algebraiczne. Dział, za którym nie za bardzo przepadałam, jednak musiałam poradzić sobie z nim. Później miałam zajęcia z rozszerzonej biologi. Jak zawsze dużo pisania, opisywania, rysowania komórek i innych rzeczy. W końcu nastała ostatnia godzina i było to wychowanie fizyczne. Graliśmy w siatkówkę, bardzo miło spędziłam czas, odbijając piłkę. Później szybko musiałam się przebrać i biec kolejny raz na przystanek autobusowy. Niestety tym razem nie zdążyłam na autobus. W związku z tym musiałam iść na piechotę, po dwudziestu minutowych spacerze byłam już pod szkołą muzyczną.
Miałam idealne 10 minut by zjeść sobie obiad. W pojemniku dziś miałam ziemniaczki marchewkę oraz kotleta schabowego, na stołówce przygrzałam sobie jedzenie. Zjadłam i znów udałam się na lekcje tym razem było to kształcenie słuchu. Doskonaliliśmy dziś nasz słuch, budowaliśmy trytony z rozwiązaniem oraz trójdźwięki. Po męczącej lekcji miałam 10 minutową przerwę podczas, której spotkałam Emila i Klarę, dowiedziałam się o projekcie "szost most jak gra los?!" Postanowiłam również się przyłączyć do realizacji projektu. Spojrzałam na zegarek ku mojemu zdziwieniu miałam już od 5 minut lekcje skrzypiec. Przeprosiłam Klarę i Emila i pobiegłam na lekcje, przez przypadek wpadłam na jakiegoś chłopaka w biegu przeprosiłam i pobiegłam do sali.

środa, 24 czerwca 2015

Skażona biel

Był to grudniowy poranek, młoda dziewczyna zarzuciła na siebie bluzę i pośpiesznie zeszła po schodach do kuchni. Dom był w stylu wiktoriańskim. Na górze domu znajdowały się cztery pokoje. W jednym mieściła się pracownia, w której Elizabeth malowała swoje obrazy oraz rzeźbiła swoje cuda. W drugim pokoju znajdowała się sypialnia, na środku było duże łóżko, a nad nim wisiał obraz, przedstawiał dom w którym się wychowała. W trzecim lokum mieszkał kolega El i poznali się w II klasie liceum. Minęły od tamtego czasu dwa lata. Po utracie matki Seri został bez domu, a El mając pokój wolny, zaproponowała przyjacielowi, by zamieszkał u niej i znalazł jakąś pracę, by móc opłacić połowę czynszu oraz połowę rachunków. Pokój na prawo był po prostu salonem. Na dole była kuchnia z pokojem gościnnym.
 Elizabeth zaparzyła kawę, dolała trochę mleka, energicznie mieszając łyżeczką. Za drzwiami pojawił się zaspany Seri, który zapomniawszy się wyszedł w samych majtkach. Zobaczywszy El uśmiechną się i zasłonił się drzwiami pokazując ręką, że zaraz wróci tylko się ubierze.
Po paru minutach zszedł na dół i przywitał się z Elizą:
- Cześć, jak się spało?-Zapytał Seri.
- Bardzo dobrze, tylko mógłbyś nie puszczać tak głośno muzyki w nocy - Zaśmiała się El podając kawę.
Zjedli śniadanie między czasie rzucając jakimiś żartami. Elizabeth popatrzała na rękę gdzie znajdował się zegarek było już dość późno, Szybko wypiła kawę i biegnąc po schodach powiedziała:
- Znów się spóźnię na wykłady u profesora Hillema.
A Seri zaczął się śmiać po czym dodał pod nosem coś w stylu: "nie pierwszy raz"
Wybiegła pośpiesznie ubierając bluzę na siebie, zdążyła na autobus. Był to sukces jak na El. Natomiast Seri posprzątał dom i poszedł do pracy.

Około 6 godzin później...
Seri spojrzał na El była taka piękna kiedy słońce padało na jej twarz. Jej usta były tak delikatne jak płatki róż. Nie umiał się opanować, usiadł koło niej. Zapytał jak minęły jej zajęcia w szkole. Ona odparła tak lekko, że nie zauważył kiedy odpowiedziała mu na pytanie. Przybliżył się jeszcze bardziej do niej. Trzymała kubek w ręce. Była ubrana w krótkie spodenki i białą koronkową bluzkę na ramiączkach. Zbliżył usta do jej szyi, ona odepchneła go mówiąc:
-Seri co ty robisz?
Seri odpowiedział jedynie: -Nie udawaj że między nami nic nie ma....
I rzucił się na nią odłożył kubek, usiadł na niej w rozkroku i zaczął całować, zaczęła się rzucać niczym ofiara drapieżnika. Próbowała go odepchnąć, jednak on był silniejszy. Chwycił jej ręce i związał je. Traciła oddech co jakiś czas. A on brutalnie zaczął ją całować. Zaczęła krzyczeć ile sił w płucach,jednak Seri zakrył jej usta ręką. Zaczęła poddawać się, a on rządny jej ciała dążył dalej. Zaczął ją rozbierać. Ona w tym czasie próbowała uwolnić dłonie. Zauważyła szklankę stojącą na stoliku obok kanapy. Odepchneła go chwyciła szklankę i uderzyła w Seri. Jednak nie przewidziała jednej istotnej rzeczy, że Seri zawsze trzyma pod ręką scyzoryk...
Seri rzucił nią o podłogę wyzywając El. Wytykając jej każdy błąd, jaki zrobiła w życiu.
Był do takiego stopnia sfrustrowany, że wyjął scyzoryk i zbliżył go do niej. Zaczął prawić swoje kazanie, że to wszystko mogło inaczej się skończyć. El jedynie powiedziała: -" nie rób tego, po co Ci kolejne problemy?"
W tym momencie słodko rzekł do niej- " Żegnaj, kochana, miłą, pomocna, kreatywna, zdolna, piękna Elizizabeth"
I wbił jej scyzoryk prosto w tętnicę....



_______________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że nie wyszło zbyt brutalnie.
Ostatnio mam wenę do pisania strasznie smutnych rzeczy, wydaje mi się, że są bardziej interesujące.
Pozdrawiam, Miłych wakacji :)

czwartek, 18 czerwca 2015

Ta gorsza...

Odkąd pamiętam, byłam tą naj gorszą. W szkole nie uczyłam się bardzo dobrze, jednak nigdy nie miałam komisu w sierpniu. Matematyka była dla mnie czarną magią, jedynie polski miałam na przeciętnym poziomie. Egzamin zawodowy po technikum nie zdałam...
Matka zaczęła się wydzierać, bo przecież jestem tym największym tumanem...
Sęk w tym, że nie zawsze idzie wszystko po naszej myśli, w tym momencie należy zadać sobie pytanie: "Dlaczego rodzice demotywują nas, zamiast wesprzeć i powiedzieć zdasz następnym razem?"
Myślę, że każdy z nas ma gorsze i lepsze dni, jesteśmy tylko  ludźmi  nie możemy wymagać nad przyrodzonych zdolności.
Najgorsza w życiu, czy można być bardziej nie przydatnym w życiu? Ile razu w ciągu ostatniego miesiąca usłyszałeś/ usłyszałaś o swoim beznadziejnym życiu i beznadziejnych kwalifikacjach życiowych? Nie nawidzę kiedy ktoś mi mówi ale ty to umiesz! Skąd możesz wiedzieć to?

Odkąd pamiętam moja siostra, była lepsza w wszystkim, ogarniała matematykę, miała dobre oceny w szkole. Tylko dlaczego porównuję się do niej przecież jestem inna ?!
Dlaczego porównuję się do innych?! Przecież nie muszę być dobra w wszystkim! Będę dobra w tym co lubię !

środa, 17 czerwca 2015

Każdy ... bo chciałam by to trwało wiecznie.

Każdy z nas czasem potrzebuje zmian...
Każdy z nas pragnie czegoś innego, czegoś pięknego lekkiego niczym najdelikatniejszy motyl.
Ten czas nadszedł dziś...

Jestem Betty, mam 18 lat. Mam brata młodszego-Filipa, psa- Sabę oraz zatroskaną mamę i zapracowanego tatę. Chodzę do szkoły muzycznej, oraz do Liceum ogólnokształcącego. Nie uczę się najlepiej, ale również nie najgorzej. Rodzice zawsze powtarzali mi, bym dążyła do spełnienia swoich marzeń. To jest ten dzień, kiedy postanowiłam zmieć teraźniejsze życie w coś pięknego...

Wstałam z samego rana, usiadłam na krześle chwilkę by dobudzić każdą komórkę swojego mózgu. Potem stanęłam przed szafą, ubrałam jasnoniebieską bluzkę i szare spodnie rurki, do tego czarny sweter. Schodząc po schodach na dół rzuciłam okiem na rodzinne zdjęcia wiszące w korytarzu. Mama kończyła robić śniadanie, a tata zabrał Sabę na krótki spacer przed śniadaniem. Usiadłam na krześle przy dużym stole, Filip również oczekiwał śniadania. Nagle otworzyły się drzwi od domu i wpadła do jadalni Saba, wesoło merdając ogonkiem, jednak mama szybko ją upomniała. Tata wchodząc położył listy na stoliku obok telewizora. A sam udał się by zasiąść razem z nami przy stole. Mama podała śniadanie zapaliła świeczki tak, jak robiła zawsze kiedy jedliśmy razem posiłek, tata natomiast zerkał tylko kiedy mama skończy zapalać je. I przemówił modlitwą dziękczynną za posiłek. Potem rozpoczęła się śniadaniowa bitwa o jajecznicę. Tata prosił o sól mama słodziła herbatę a Filip prosił bym podała mu patelnię z ciepłą jajecznicą. Jednak wszystko ucichło kiedy wybiła 7:30. Tata odwodził zawsze Filipa do szkoły a mama mnie...

W szkole spotkałam Alexa, byliśmy parą od ponad dwóch lat, jednak nasi rodzice nie wiedzieli o tym, było to spowodowane faktem, że nie zaakceptowaliby tego związku. Moja rodzina była poukładaną, przykładną, wierzącą oraz bardzo kładącą nacisk na naukę. Jego zaś zapracowani by utrzymać dom, nie mieli czasu na wspólny posiłek, czy też wychowanie syna, totalnie olewali syna. Ja natomiast go rozumiałam i starałam się wyprowadzić go na prostą drogę. A on nie miał nic przeciwko temu. Codziennie zostawałam po szkole by mu pomóc w lekcjach, pożyczałam książki, uczyłam grać na fortepianie.

Trwało to dwa lata...

W końcu zdobyłam się na odwagę...

Wróciłam z szkoły muzycznej po koncercie półrocznym, uświadomiłam rodziców, że jutro przyjdzie ze mną ważny gość, jednak nie powiedziałam kto, wolałam by nie wiedzieli jeszcze.
Mama podpytywała ciągle, jednak mój uparty charakter nie pozwolił jej wyłudzić najmniejszej informacji o Alexie.
Rano nie różniło się niczym od pozostałych dni z wyjątkiem posiłku, tym razem były to zapiekanki wegetariańskie.

Wracając z Alexem śmiałam się całą drogę rozmawialiśmy o książkach, zainteresowaniach i o tym jak ma się zachowywać przy rodzicach, powiedziałam mu nawet o chustce, którą kładzie się na kolana przy obiedzie, oraz o nożu i widelcu.

Weszliśmy do domu, mama stała przy blacie kuchennym a tata nakrywał do stołu, Filip  przyszedł i uśmiechną się do Alexa i przedstawił się kulturalnie oraz zaprosił byśmy weszli do środka i rozebrali się.  Tata poszedł i również przywitał się oraz przedstawił mamę, która przyszła z kuchni. Mama uśmiechała się i zaprosiła nas do stołu. Po modlitwie tata wypytywał Alexa o wszystkie najdrobniejsze rzeczy, o pracę rodziców, o szkołę Alexa.  Mama również pytała. Ja jednak w końcu nie wytrzymałam wstałam od stołu i powiedziałam: "Mamo, tato to mój chłopak, jesteśmy razem dwa lata" Filipowi spadł widelec a mama powiedziała, ze musimy porozmawiać, tata ucieszył się i klepną Alexa w ramię, mówiąc by usiadł do fortepianu i zagrał coś. On bez wahania usiadł i zaczął grać a rodzice zaczęli wsłuchiwać się w utwór Telemanna. Nie wierzyłam, że on sam to zagra, jednak pomyliłam się. Kiedy skończył grać mama wstała i zaczęła klaskać, tata stwierdził, że ma talent, Filip zaczął go męczyć by nauczył go też tak wspaniale grać.

Chwyciłam Alexa za rękę i pobiegliśmy w stronę ogrodu. Kwiaty mieniły się wieczorową rosą, ptaki śpiewały a pszczoły kończyły swoją pracę. Uwielbiałam siedzieć z nim. Uwielbiałam kiedy on trzymał mnie za rękę. Od tamtej pory doceniałam go, za wszelkie starania, które dla mnie robił. Za każdy uśmiech oddawałam mu dwa razy więcej, za każde słowo milczałam, bo chciałam by to trwało wiecznie.

niedziela, 2 marca 2014

Dziewczyna anioł Lusia cz.V

Znów ktoś przerwał chwilę spokoju, tym razem był to tata. Chciał skorzystać z łazienki. Przestraszona szybko i nie dbale owinęłam sznurkiem się, przez co skrzydła znów stały się ściśnięte, założyłam bluzę, która miała się suszyć jednak już była sucha. Zanim jednak wyszłam z łazienki otarłam z policzków łzy. Tata wparował do łazienki i zamkną drzwi. Po chwili namysłu stwierdziłam, że pójdę na krótki spacer jeszcze. Poinformowałam o tym mamę, nie chciała się zgodzić z powodu mojej choroby. Jednak ostatecznie uległa moim prośbą. Założyłam kurtkę przeciw deszczową-za oknem zaczynało kropić. Szybko założyłam na nogi buty i udałam się w miejsce, gdzie poznałam Victora. Szłam i rozmyślałam na różnego rodzaju tematy. Między innymi na temat tego, co czuję do chłopaka, którego niedawno poznałam.  Moje myśli błądziły po wszystkich zakamarkach mózgu. Stanęłam na klifie na dole, fale biły o kamień, na górze słychać było plusk oraz krople które wpadały do morza. Stałam dobre Parę minut kiedy postanowiłam zdjąć kurtkę. Najpierw kaptur zsunęłam z głowy, łzy nagle zaczęły napływać do oczu, nie było widać, że płaczę z powodu padającego deszczu. Włosy były mokre padały na mokrą twarz. Wyciągałam z kieszeni spodni nożyczki i rozcinałam z tyłu bluzkę, potem sznurek. Skrzydła zaczęły znów nabierać powietrza, zaczęły rosnąć w górę, rozprostowały się. Nie obserwowałam czy ktoś patrzy. To była chwila kiedy zapomniałam o wszystkim. Nagle usłyszałam za pleców krzyk.
- Elisha ?! Czy to ty-zawołał jakiś chłopak, szybko domyśliłam się, że to Victor.
Nie chciałam ukrywać tego przed nim. Jednak coś zmusiło mnie bym szybko zarzuciła na mokre skrzydła kurtkę. Znów poczułam ból ugniatających się skrzydeł.
-El, czemu mokniesz na deszczu?, znów się przeziębisz.
-Victor nie będę chora, ale chcę Ci coś powiedzieć, a raczej pokazać.
Victor uśmiechną się, był taki jedyny w swoim rodzaju, jego oczy niebieskie przypominały niebo, uśmiech przypominał najlepsze co może być. Nie da się tego opisać. Wtedy on zabrał głos.
-Eli ja też chcę Ci coś powiedzieć.-mówiąc to za czerwienił się.
Kiwałam głową by mówił dalej, zastanawiałam się co chce powiedzieć, czyżby rodzice jego zadecydowali o przeprowadzce ? Może nie może już się ze mną spotykać. Milion myśli przeszło przez moją głowę aż on w końcu rzekł:
-El, bo ja. Nie wiem jak to powiedzieć.-Zaczą, lecz nie był w stanie dokończyć zdania.
-Powiedz...- zaczęłam lecz on przerwał mi i wtrącił.
-Ja Cię Ko.. Kocham- po czerwieniał jeszcze bardziej, mówiąc to.
Uśmiechałam się do niego, widziałam ten niepokój na jego twarzy.
-Ja Cię też-dodałam patrząc w jego oczy.
Oboje zbliżyliśmy się do siebie, pocałowaliśmy się, trwało to parę sekund, ale była w tym taka magia, aż gęsia skórka mnie przeszyła. Spojrzałam znów w jego oczy, wiedziałam że muszę mu to wyznać.
-Victor, muszę Ci coś pokazać, możesz mnie znienawidzić za to, ale muszę.
W tym momencie zdjęłam znów kurtkę z siebie. Mokre skrzydła znów nabrały śnieżno białej bieli i rozwinęły się.


Victor:

Pobiegłem w miejsce gdzie pierwszy raz odważyłem się przemówić do Eli, moim oczom ukazała się ona, cała mokra, zdjęła kurtkę. Krzyknąłem jej imię i podbiegłem do niej. Szybko założyłem jej kurtkę, nie mogłem trzymać w sobie tych emocji, tego co do niej czuję. Miałem mętlik w głowie, wszystkie wizje tego co może się stać jeśli ona odmówi. Jednak odważyłem się, zapytałem. Czułem jak czerwienieję na twarzy, tak mocno ją pokochałem. Mimo że znałem ją dość krótko, chciałem dzielić z nią swoje serce. W końcu przełkłem ślinę i powiedziałem jej ten magiczny zwrot;
- Ko (zająłem się) Kocham Cię- za czerwieniałem mówiąc ten zwrot.
Czekałem w niepewności na jej odpowiedź, była cała mokra jej włosy opadały na jej twarz, niebieskie oczy tym razem przypominały barwę szarości.
Nagle uśmiechała się a z jej ust wy powiedziane zostały najpiękniejsze słowa na świecie.
- Ja Cię też. Patrzała w moje oczy jak w jakiś obraz najcenniejszy na świecie.Po czym dodała;
-Victor muszę Ci coś pokazać...- Uśmiechałem się by dodać jej pewności siebie.
Kiedy zdjęła kurtkę z siebie, moim oczom ukazał się niezwykle bajeczny obiekt, był on taki piękny że aż nie mogłem oderwać oczu, były to śnieżno białe skrzydła. Cudem udało mi się oderwać oczy od tego zjawiska, popatrzałem na El przytuliłem ją i powiedziałem:
 - El mi nie przeszkadza to, ja cię kocham ! - Oderwałem się od jej ciepła, którym emitowała.
Szybko dałem jej kurtkę by nie zmarzła. Po czym chwyciłem ją za rękę i poszedłem ją odprowadzić.

niedziela, 13 października 2013

Dziewczyna anioł Lusia cz.IV

W końcu znalazł klucze, weszliśmy do środka. Moim oczom ukazał się przedpokój, w którym stała szafa na kurtki oraz obok niej malutka komoda na buty,  wszystko było w kolorze Kri. Na środku przedpokoju był dywan w kolorze brązu, a po lewej stronie wisiało na ścianie lustro. Zdjęłam kurtkę, a Victor powiesił ją na wieszaku i dał do szafy, po zdjęciu butów poszliśmy do gościnnego pokoju. Tam też panował ład i porządek. Usiadłam na czerwonej kanapie, a Victor poszedł robić obiad, chciałam iść z nim, lecz nie zgodził się. Obserwowałam pokój na ścianie wisiały obrazy, przestawiające kwiaty. Nawet nie zaważyłam kiedy przyszedł Victor do pokoju:
-Moja mama malowała je.- Powiedział cicho, jakby było mu smutno.
-Są śliczne, takie pełne energii.- Uśmiechnęłam się nieznacznie.
-Chodź obiad już podany do stołu.- Rzekł chwytając mnie za rękę i ciągnąc w stronę kuchni, gdzie znajdywała się jadalnie. Takie dwa w jednym.
Obiad był taki pyszny, że nie mogłam uwierzyć, że sam zrobił go. Po obiadku poszliśmy do jego pokoju gdzie było mnóstwo książek, stwierdziłam, że zapytam czy mogę pożyczyć parę, Victor zgodził się. Za jego oknem było okno do mojego pokoju. Chwilkę porozmawialiśmy, Było tak ciepło, że musiałam zdjąć bluzę.
Więc przy pierwszej lepszej okazji, gdy Victor poszedł po picie, ja usiłowałam zdjąć ją i wyglądać jak najbardziej normalnie. Wybrałam sobie trzy książki, które mnie wciągły. Victor przyszedł i przyniósł 2 szklanki i tymbarka wiśniowego. Był to mój ulubiony napój. Później weszliśmy na lapka usiedliśmy wygodnie na jego łóżku i odpaliliśmy film. Opowiadał on o kobiecie która zabiła swojego męża a potem przetrzymywała jego ciało w zamrażarce, co ciekawe która znajdywała się w jej własnej restauracji. Film był dosyć dziwny. Ale przy najmniej było śmiesznie. Popatrzałam na zegarek, który znajdywał się na mojej ręce. Była już 16;20 stwierdziłam, że wypada iść już do domu. Pożegnałam się z Victorem, który był smutny faktem, że już idę. Pocieszyłam go, że wracam do szkoły już jutro. Zapytał
-A ty gdzie chodzisz do szkoły ?-
-Do Technikum 2- od powiedziałam.
-He he ja do technikum 3, a jaki profil ?-Odpowiadał i pytał.
-Na informatykę, a ty?- Zapałam z ogromną ciekawością.
- Też informatyka.-Zaśmiał się.
Poszłam na dół a on za mną, podał mi kurtkę, ubrałam ją, później założyłam buty a on patrzył się w moje oczy, przez dobre parę minut. Nie mogłam przestać patrzyć się w jego niebieskie oczy, coś chciało bym go pocałowała na dowidzenia, lecz nie mogłam  zebrać odwagi by to zrobić. Lekko zdezoriętowana tą sytuacją poszłam w kierunku drzwi, a on złapał mnie za rękę i miałam wrażenie, że chce mnie pocałować, ale powiedział:
-Przyjdziesz jutro do mnie ?- Zapytał zarumieniony.
-Mogę, ale ty możesz przyjść do mnie też.- Od powiedziałam uśmiechając się.
Gdy przekroczyłam próg jego domu, wolnym krokiem udałam się do domu. Rozmyślałam nad tym uczuciem, które jest między mną a Victorem, może to miłość ?. Weszłam do domu posprzątałam trochę, zrobiłam herbatę i udałam się do swojego pokoju. Szybko zoriętowałam się, że nie wzięłam bluzy od Victora. W domu i tak było ciepło a bluzę odbiorę jutro przy okazji. Stwierdziłam że się przebiorę w sukienkę, bardzo lubię chodzić w sukienkach. Stwierdziłam, że założę czerwoną z białą kokardą. Zdjęłam białą bluzkę z siebie, oraz rozwiązałam sznurki, którymi zawsze związywałam przykrą tajemnicę. Popatrzałam w lustro jak moje skrzydła rozprostowywują się. Były śnieżno białe. Nie lubiłam ich, ponieważ przez nie byłam inna niż wszyscy. Łzy spłynęły mi po policzku. tak bardzo chciałam być jak inni...

sobota, 12 października 2013

Dziewczyna anioł Lusia cz.III

Obudziła mnie mama, która musiała wychodzić do pracy a z troski matczynej, wolała zapytać czy już lepiej się czuję. Jako, że za oknem była piękna jesień, miałam ochotę wyjść na krótki spacer, jednak byłam chora, a chciałam szybko wrócić do szkoły. Postanowiłam pozostać w cieplutkim domku. Zaplotłam włosy w warkocz, umyłam buzię, oraz śnieżno-białe ząbki. Zeszłam na dół, do kuchni by zrobić sobie śniadanie, standardowo wybrałam czekoladowe płatki z mlekiem. Usiadłam przed telewizorem i włączyłam pierwszy lepszy kanał czyli TVP 1. Gdzie obecnie leciały wiadomości. Nagle zadzwonił  dzwonek do drzwi prze straszona wylałam trochę mleka, na dywan. Poszłam otworzyć drzwi... oczywiście byłam jeszcze w piżamie. Nie mogłam uwierzyć, że Viktor wie gdzie mieszkam. Szybko powiedziałam by wszedł do środka. Nie wypada by czekał przed drzwiami, niczym warujący pies. W tym momencie uświadomiłam sobie, że mam taki ogromny bałagan, że aż wstyd.
- Usiądź, a ja w tym czasie ogarnę trochę tu i ubiorę się. Z góry przepraszam za bałagan ale nie spodziewałam się wizyty nikogo...- tak się nakręciłam, że nie mogłam przestać. A on powiedział tylko.
- Już spokojnie rozumiem, idź ja poczekam. I spróbuję niczego nie zdemolować.- dodał śmiejąc się.
Poszłam szybko, w sumie raczej pobiegłam ubrać się sprzątając przy okazji swoje rzeczy. Po 5 minutach byłam ubrana w białą bluzkę pod którą kryła się smutna tajemnica, którą ukrywałam przed wszystkimi.
Do tego założyłam spódniczkę falbaniastą i w włosy do pasa wpięłam kokardkę. Przy okazji szybko posprzątałam swój pokój i zeszłam na dół do Victora, który zaczną mi pomagać w sprzątaniu. Nalegałam by tego nie robił, ale z niego straszny osioł jest. Tak więc szybko uporaliśmy się z bałaganem.
Usiedliśmy przed telewizorem i zapytałam:
-Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam ?- zapytałam po dłuższej chwili ciszy.
-Trudno żebym nie wiedział kto jest moją sąsiadką- uśmiechną się, ale mówił z powagą.
-Jak to jestem twoją sąsiadką ?- nie mogłam zakodować sobie, że on jest moim sąsiadem i mieszka dom ew dwa, trzy dalej.
-No tak widzę Cię z mojego okna, chodź do twojego pokoju pokażę Ci- po czym chwycił mnie za rękę i aż zaczął ciągnąć w stronę mojego pokoju.
Faktycznie poszliśmy do mojego pokoju, odsłoniłam roletę która była w kolorze różowym.
-Widzisz ja mam pokój tam i widzę Cię prawie codziennie.- Powiedział i jak zwykle uśmiechną się.
-Jak ja mogłam nie wiedzieć, że jesteś moim sąsiadem. Długo tak obserwujesz mnie ?- Zapytałam, tym razem bardziej z pogardą.
-Szczerze od jakiegoś miesiąca. Ale to tylko dlatego, że mieszkam od miesiąca tu. Wcześniej mieszkałem w Losev.- zasmucił się tym faktem.
-He he no widzisz, teraz przy najmniej wiem, że muszę uważać na Ciebie.- zaśmiałam się i pogłaskałam go po włosach.
-Dobra chyba muszę się zbierać już na obiad. Chcesz to możesz przyjść do mnie na obiad, rodziców nie ma, więc zrobię coś dobrego.- za proponował.
-Wiesz to dobry pomysł-stwierdziłam po krótkim zastanowieniu.

Po paru minutach poszliśmy do niego....

niedziela, 6 października 2013

Dziewczyna anioł. Lusia cz. II

Gdy obudziłam się, było dość późno. Poskładałam koc pod którym wszeniej leżałam i usiadłam na krześle przy komputerze.Standardowo otworzyłam stronę www.facebook.com, następnie poczytałam nowinki z życia znajomych i włączyłam gg i muzykę na youtube.com. Przeczytałam nowe notki na blogach i stwierdziłam, że zgłodniałam. Zeszłam po schodach do kuchni gdzie mama odgrzewała obiad.
-Cześć mamo, jak minął Ci dzień w pracy ?- Zapytałam czekając z niecierpliwością na odpowiedź.
-Nawet dobrze mamy dużo pracy i chyba jutro będę musiała zostać dłużej.- odpowiedziałą zmęczona.
O nic więcej nie pytałam, ponieważ wiedziałam jak bardzo mama była zmęczonai nurtowała ją praca.
Taty jeszcze nie było, siedział w pracy tak długo ile się dało, by zarobić na utrzymanie domu.
Zrobiłam sobie pośpiesznie herbatę owocową, oraz kamapki z dżemem i poszłam do swojego pokoju.
Usiadłam przed komputerem i moim oczom ukazałą się wiadomość od Victora. Nie wiedziałam skąd znał moje nazwisko i jak znalazł mnie na fb. Przeczytałam teść wiadomości dwa razy, by zrozumieć dokładny sens. Pisało w nim tak:

Hej Elisho,
Nie wiem czy wiesz, 
ale mieszkam niedaleko ciebie,
jak będziesz zdrowa, albo będziesz 
chciała porozmawiać napisz do mnie
Victor 

Miałam ochotę od razu napisać mu, że jutro może do mnie przyjść, lecz w samą porę uświadomiłam sobie, że znam go od paru godzin dopiero. W każdym razie wyłączyłąm komputer, i zadzwoniłam do przyjaciółki Oli. Rozmawiałyśmy całę 48 minut o Victorze, aż  w końcu mama podeszła do mnie i powiedziała;
-El, może zaproś Ol do siebie a nie marnujecie pieniądze.
Co zadziałało u mnie natychmiastowo, w takim razie zaprosiłam Olivie do siebie. Za równe 30 minut była u mnie. Zrobiłam herbatę i dałam ciasto upieczone przez mamę, następnie zaczełyśmy plotkować o tym, co kto nosi. Czas wtedy tak szybko mijał, że ledwie co obejrzałam się a Oli musiała już iść do domu bo była 21;20
Tak więc pożegnałam się z Olivią i poszłam do siebie na górę, ubrałąm piżamę w serduszka, oraz poszłam do łazienki. Umyłam zęby i buzię. Założyłam ciepłe skarpetni na noc i poszłam do łóżka. Zanim zasnełam przeczytałam kawałek Szekspira. I zasnełam nad książką ....

------------------------------>

Ten kawałek jest dość krótki tylkoze względu na późną godzinę jest 00;28
Więc wybaczcie za literówki i zjedzone literki. A i dedykacja dla czytającego to Kuchcika <3 
Masz, bo chciałeś XD

sobota, 28 września 2013

Dziewczyna anioł. Lusia cz. 1

 Było ciemno, a w oczach były krople spływające na szybie. Spojrzałam na swoje ręce, które pisały w bólu przedziwne rzeczy. Była jesień, jej serce pękało z bólu. Oczy nigdy nie patrzyały już z tą samą miłością jaką patrzyły rok temu. Założyła ciemną bluzę, spódniczkę do postek dźinsową, do tego czapkę i buty na obcasie. Poszła brzegiem morza, zbierając przy tym muszelki. Zamyśona nie zauważyła chłopaka stojącego około 5 metrów dalej, nadal szła prosto na niego nie widząc go. Dopiero kiedy wpadła na niego obudziła się z ponurych myśli, uśmiechneła się i powiedziałą przepraszam. A on bez myślnie powiedział jestemVictor. Hej Elisha, przepraszam trochę się zamyśliłam. A on wzruszył ramionami i zapytał o czym tak myśła, Po krótkim zastanowieniu stwierdziłam, że kłamstwo będzie tutaj jak najbardziej na mniejscu. A sama nie wiem o pogodzie o tym dlaczego ludzie są brutalni, i tak dalej. A on spojrzał na nią i powiedział, bym nie ukrywała swoich uczuć, bo on widzi, co jest nie tak. Bezmyślnie powiedziałam:
- skąd ty to wiesz ?
 A on spojżał na swoje buty i powiedział głosem zachrypniętym:
- obserwuję Cię od paru dni, i tak byś mi nie uwierzła.
 Odgarnełam włosy, które przez wiatr znalazły sie na twarzy:
-wiesz nie znam Cię ale możesz mi powiedzieć dlaczego mnie obserwujesz i skąd mnie znasz ?.
 On odwrócił głowę w bok:
- jeśli usłyszałabyś, że stoi obok Ciebie anioł, co byś zrobiła ?
Zaśmiałam sie nie wiedząc co odpowiedzieć, przez myśl mi przeszło zdanie, ale on zabawny. A on dopowiedział:
- no właśnie, widzisz miałesm rację,
Nie wiedząc jak naprawić swój błąd. Powiedziałam, nie martw się ludzie każdą myślą ranią innych a ja muszę patrzyć na ich ból, mówiąc to spojżałam na falujące może, a w oczach zakręciła się mała łzezka. Victor sojrzał na mnie i powiedział:
-Nie martw się, wiesz co, obserwowałem Cię dlatego, bo cierpisz z tego samego powodu jak ja.
 Nie mogłam uwierzyć, że usłyszałam to zdanie od osoby którą poznałam parę minut wcześniej. Wyda ci się to dziwne, ale coś czuję, że nas łączy. Spojżałam pytająco na niego, i dodałam z śmiechem:
-Tak łączy nas ta rozmowa nic więcej,
a on również z ironią dodał;
- dla ciebie może to tylko rozmowa dla mnie to wszsystko.
- Dobra przepraszam, ale jestem przeziębiona i chyba wypadałoby wrócić do domu, zanim rodzice wrócą. A on smutny powiedział cicho, mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy...
 Odeszłam również smutnie, słuchając muzyki na słuchawkach.
Kiedy doszłam do domu, jeszcze nikogo w nim nie było, zrobiłam sobie ciepłą herbatę z cytrynką. Poszłam do swojego pokoju byłam tak zmęczona, że zasnełam....


Przepraszam, że tak krótko, ale muszę się uczyć a chciałam bardzo dodać coś nowego,
jeśli znajdę czas to dodam 2 część tego opowiadania mam nadzieję, że się spodoba. Pozdrawiam Lusia <3

niedziela, 7 lipca 2013

Opowiadanie Luśka ,,Marzenie Emmy''

Był chłodny dzień, za oknem szaro, od czasu do czasu kropiło. W takie dni najlepiej się pisało króciutkie wierszyki. Emma w wieku 10 lat zaczęła pisać, co prawda na początku  były to niefortunne wiersze bez rymów, często odbiegające od treści. Dziś Emma już pisała bardzo pięknie, jej marzeniem było zostać redaktorem gazety ,,W świecie wierszy'' Każdego dnia Em wysyłała wiersz do gazety, niestety na daremnie. Aż do tego dnia. Pogoda nie sprzyjała wyjściu z koleżankami na spacer ani tym bardziej by pospacerować po Gdańskich plażach. Emma usiadła przy biurku wyjęła czystą białą kartkę i szybkim ruchem coś napisała. Był to kolejny jej wiersz o błękitnych chmurach. Go też wysłała do redakcji, ciągle nie poddawała się. ...

TYDZIEŃ PÓŹNIEJ:
-Emma ?- usłyszałam głos mamy z korytarza.
-Tak mamo ?-odpowiedziałam.
-Przyszła jakaś pani do ciebie.-powiedziała wskazując na Panią.
-Dzień dobry- powiedziała wysoka kobieta w niebieskiej sukience i spiętych w kok włosach.
-Dzień dobry-odpowiedziałam i uśmiechnęłam się.
-Jestem Weronika Kaszujeba, przyszłam z redakcji ,, W świecie wierszy''-powiedziała odwzajemniając uśmiech.
Nie mogłam uwierzyć w to co się dzieje, przez mój mózg przepłynęło mnóstwo impulsów,  myśli, działań  odpowiedzi.
- Emma Mower, autorka pisanych wierszy do gazety.- powiedziałam tym razem zmieniając ton na bardziej poważny.
-Nie przyszłam tu bez powodu, redakcja chciałaby, abyś miała swoją stronę z wierszami w naszej gazecie, oczywiście otrzymasz wynagrodzenie za to, a ponieważ chodzisz jeszcze do liceum, będziesz mogła pisać w domu i wysyłać treść strony przez e maila. Jeśli chcesz mogę porozmawiać z twoją mamą na ten temat.- zaproponowała Wiktoria.
Przez głowę przeszło mi kolejne milion myśli, było to moim marzeniem, nie mogłabym odmówić Wiktorii takiego zaszczytu.
-Zgadzam się- powiedziałam i z uśmiechem na twarzy.

DZIEŃ PÓŹNIEJ:
W szkole rozniosła się wieść, że dostałam propozycji podjęcia wyzwania w redakcji, większość osób strasznie zazdrościła mi tej pracy. Lecz nie każdy wiedział jakie to obowiązki spadły na mnie. Codzienne pisanie układanie szablonu, kreowanie tekstu, to wymagało poświęcenia czasu. Ale przecież było to marzeniem moim. nie rozumiałam samej siebie już, w pewnych momentach zastanawiałam się, czy było to mi tak bardzo potrzebne do szczęścia. W szkole ciągle mówiono mi jaki to piękny wierszy napisałam, jakie błędy popełniłam, nikt nie dostrzegał, że prawie w ogóle nie spędzam już czasu z przyjaciółmi, priorytetem w tych chwilach była redakcja i szkoła. W ten sposób spełniłam marzenie, ale również straciłam przyjaciół a co więcej czas....



------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam to jest taki mały króciutkie opowiadanie, przyznam się, że wyszłam z prawy pisania już, ale postaram się by kolejne opowiadania były ciekawsze. Pozdrawiam was Opowiadaniocholiki  Luśka xD